sobota, 14 grudnia 2013

Rozdział 7

To co się tu stało , Will ehh trochę mną wstrząsnęło. Nie umiałam się skupić na niczym. Ledwo trafiłam widelcem do buzi.
- Rose ? co tak wolno jesz ? Jedz szybciej bo będzie zimne -Zofia jako jedyna zauważyła ,że coś ze mną nie tak , reszta jadła jak świnie. Co było na stole  to zjadali !

- Przepraszam ,ale muszę odpocząć.
- Chwileczkę , pamiętaj ,że jutro idziesz do szkoły. 
    Od momentu śmierci rodziców miałam domową naukę. Przez ostatnie kilka dni moja nauczycielka zachorowała i miałam wolne. Zofia zaproponowała mi bym wróciła do szkoły i kontynuowała dalszą naukę. Wczoraj wieczorem po wizycie Willa sami zadecydowali o tym czy pójdę czy nie. Mam już wszystko kupione ,ale idę do innej szkoły , której nie znam , nie mam tam żadnych znajomych ! ( dobrze ,że mam Mary )
- Masz się na jutro przygotować i zawieziemy Cię do szkoły . Będziesz tam nowa ,a nauczycielom nie przeszkadza ,że przyjdziesz w połowie pierwszego semestru. Gdy z nimi rozmawiałam powiedzieli ,że masz ogromną wiedzę na każdy temat . Zofia przytuliła mnie i powiedziała coś czego dawno nie słyszałam.
- Jestem z Ciebie dumna i wiem ,że dasz radę !

    Zjadłam kolację , przygotowałam ubrania na jutro , jestem spakowana tylko... boję się. 
- Nie bój się , będę przy Tobie. Poczułam jak ciepłe powietrze ogrzewa mnie od środka i chroni . Nie wiem co to było i kto to powiedział ,ale ten głos...ten niski i spokojny głos otulił mnie całą i uspokoił. Byłam ciekawa czy reszta też to słyszała 
- DZIEWCZYNY !!!!
- Co jest ? - krzyknęła Kasia 
- CZY WY TEŻ SŁYSZAŁYŚCIE TAKI NISKI GŁOS ? 
- Co ?? jaki głos ? ROSE pakuj się i idź spać !! bo zaczynasz świrować !!!! 
    Tego się nie spodziewałam :D może mają racje , dużo dziś przeszłam idę spać! 

Jestem na łące pełnej kwiatów. Wszędzie rosną czerwone róże  . Ich delikatny i prawie niewyczuwalny zapach prowadził mnie do przodu , do nicości .
Zza drzewa wyszedł mężczyzna i szedł w moją stronę. Był coraz bliżej ... jego zapach przyciągał mnie do niego ...taak... wtuliłam się do niego , a on do mnie .Stałam tak bez ruchu ciesząc się ,że jest przy mnie . Nie widziałam jego twarzy ale niski głos uciszył moje myśli .  ~ Rose , kochana Rose . Zawsze będę z tobą czy we śnie czy w życiu . Zawsze będę Cię chronił.. tylko nie budź się  , zostań tu ze mną i nie zapominaj o mnie Rose.. moja mała różyczko. 

 TRRRRRRRRR !!!!!!! 
- Aaa ! kurcze !! głupi budzik !  , a miałam się nie budzić ! 
- Rose  !! wstawaj już 3 raz dzwoni Ci budzik ! szybko bo twój pierwszy dzień będzie spóźnieniem ! 
Spadłam z łóżka i przeturlałam się do toalety. Umyłam się , oczyściłam twarz czym ...co znalazłam w szafeczce  , ubrałam się i pobiegłam na dół. Na dole stała Zofia z dziewczynami . Wszystkie miały kwaśne miny.
- Przepraszam ! już się ubieram ! 
- Zjedź coś ! byle co i chodź ! - Krzyknęła Kasia i wyszła z domu.
Wyciągnęłam dwie marchewki z lodówki ubrałam buty i wybiegłam z domu.

                                                                                 ~~~

Widzę . Widzę najnudniejszą i najciemniejszą szkołę na świecie ! Nic nie jest dokończone ! nie dziwię się ,że będę tu najlepsza jak pewnie chodzą tam same dziwaki i nieuki. 
- Rose ? i jak Ci się podoba szkoła ?
Stałam na parkingu ze zdziwioną miną i z lekka zasmuconą ,że będę chodzić do takiej szkoły. 
- Pan dyrektor Milan Osowski sam zaproponował ,że z chęcią Cię oprowadzi i 
- Nie!! Zofiaaa tylko nie dyrektor !
- Czemu nie ?
- Wolę sama poszperać i zaglądać niż żeby jakiś stary dziadek mnie oprowadzał.
Nagle w tym samym monecie usłyszałam .
- Dobrze , skoro dziewczyna nie chce bym ją odprowadzał poproszę jakąś uczennicę .
Odwróciłam się , a przede mną stał młody , wysoki brunet z niebieskimi oczami. Zrobiło mi się tak głupio.
- Przepraszam Pana. Nie chciałam ,źle się z tym czuje i ii nie umiem tak od razu ehhh
- Spokojnie , rozumiem. Sasha ! chodź na chwilę .
Podbiegła do mnie młoda i piękna dziewczyna z wielkim uśmiechem na twarzy .
- Dzień dobry. Chodź Rose :) pokażę Ci szkołę.
- Kochanie , wrócę o 15.00 po Ciebie i poopowiadasz mi wszystko w domu.
- Cześć Zofia !- Przytuliłam się do Zofii  . Dostałam całusa w czoło , a z tyłu widziałam jak Marysia i Kasia mają furię i krzyczą - JEDŹMY JUŻ ! BO SIĘ SPÓŹNIMY !
- Faktycznie !! Zofia pobiegła do auta , wsiadła i od razu pojechała. Pokiwała mi tylko ręką i zza drzew nie było już ich widać.
- Dobrze dziewczyny , zostawiam was ...a ja... sobie już pójdę. Mam nadzieję Rose ,że spodoba Ci się ta szkoła.
Dyrektor wszedł do szkoły , a Sasha złapała mnie za rękę i zaczęła mnie gdzieś ciągnąć.
- Sasha poczekaj, gdzie my w ogóle idziemy ?
- Chcę Ci pokazać najpiękniejsze miejsce które posiada szkoła.
Jasne...pewnie będą jakieś rozwalone ławki itp ta szkoła jest niezadbana czego tu się spodziewać . -Myślałam tak dopóki nie zobaczyłam czegoś czego się nie spodziewałam.
- Chodź Rose !
Poszłyśmy za tyły szkoły , a zza ścian ukazała się wielka polana z pięknymi białymi ławkami , stolikami , z wszelakimi przedmiotami , kort tenisowy , miejsce na siatkówkę , byłam zszokowana !
- Co?? ale ...ale jak to ! 
- Czego nie rozumiesz Rose , przecież jest tu przepięknie !?
- Ale .tak szkoła wygląda jak..
- Niezadbana ?
- Właśnie.
- Później Ci wytłumaczę teraz chodź poznam Cię z kimś.
Sasha miała na swojej twarzy cały czas uśmiech , była dla wszystkich miła ,a oni dla niej . Czułam się tu bezpiecznie. 
- Heej !! wy tam !! Olaf , Karol , Suzy i Niki !! chodźcie przedstawię wam kogoś !
W jednym momencie wszyscy wstali i zaczęli zbiegać z pagórka. Jedna dziewczyna się przewróciła i wszyscy jedną wielką kulą sturlali się na podłogę ! myślałam ,że wybuchnę śmiechem ! Wstali i podbiegli do mnie. 
- Cześć !! jesteś nowa?!
- Pewnie tak ! głupie pytanie !
- Jak Ci się podoba ?
- W ogóle jakie masz imię !??
 Wszyscy na raz rozmawiali i zadawali falę pytań , nie umiałam się skupić. W tym samym momencie wszyscy ucichliśmy i wybuchliśmy jednym wielkim śmiechem ! 
- HAHHAHAHAHAH jestem Rose !! Bardzo mi miło :) 
- Rose !! jakie piękne imię ! chodź pokażemy Ci szkołę !
- Ojjj nie nie !! Ja jej pokażę - Przekrzyczała wszystkich Sasha i z uśmiechem znowu złapała mnie za rękę i zaczęła ciągnąć w stronę szkoły.
- Pa ROOOSSEE !!! do zobaczenia w klasie !
Wszyscy byli tacy mili ! to było coś szokującego ! aż uśmiech na twarzy cały czas jest ! i już mnie bolą usta :D haha 
- Przepraszam Cię za nich - powiedziała Sasha 
- Przestań ! nic się nie stało , wręcz przeciwnie  jestem bardzo zadowolona.
- Tak dla ścisłości  to byli moi przyjaciele , Olaf jest najwyższy i niestety z niego jest kujon ,ale ma świetne poczucie humoru , Karol - jest to sportowiec , uwielbia siatkówkę i wiecznie możesz go zobaczyć jak trenuje , również ma poczucie humoru i czasem mówi takie suchary ,że nie mogę ! ahah . Niki - jak widziałaś , ona się przewróciła i upadła na wszystkich , jest dobra z matematyki ,ale nie jest kujonem tylko to lubi , aaa Suzy - jest jedyną spokojną osobą z naszej paczki .
- Naszej ?
- No pewnie !! chyba nie myślisz ,że będziesz tu sama jak palec ! jesteś już jedną z nas .
- '' Jedną z was '' ? 
- hahah lekko mówiąc '' dziwakiem '' hahahah 
- No taakk ale chyba będę jedyną leniwą osobą hahah
Mogłybyśmy tak długo rozmawiać ,ale weszłyśmy już do szkoły. Tak jak myślałam . Kiedy weszłam wszyscy zaczęli się za mną oglądać i pytać ,, kto to jest ? , jakaś nowa ?''. O dziwo wszyscy byli uśmiechnięci ! nie mogłam tego pojąć.
- Witaj młoda damo - Powiedział siwy mężczyzna .
- Dzień dobry Panu.
- Mów mi Kajtek 
- hahah Kajtek ?
- Rose , Pan Kajtek lubi jak się tak do niego mówi .
- Okej , zapamiętam.
- Sasha ,pewnie chcesz jej pokazać szkołę , proponuję zacząć od samej góry.
- Dobrze :D już idziemy.
Stałyśmy w wielkim holu , wszystkie ściany były białe i wszędzie były wielkie i szerokie szyby z widokiem na ogród , kort tenisowy itp.
- Rose ... chcesz iść schodami czy jechać windą ?
- WINDĄ ?? MACIE TU WINDĘ ? 
- Taak ! :D
- Hahha to się dobrze składa bo jestem z lekka leniwa :D to chodź i pokaż mi szkołę ! 
W niecałą godzinę Sasha pokazała mi salę do wszystkich przedmiotów ogólnych , sala matematyczna , biologiczna itp. wszystkie te sale były na najwyższym piętrze na trzecim . Na drugim piętrze była jedna wielka jadalnia , połączona z kuchnią i toaletą . Na tym piętrze były też pokoje do odpoczynku , do namysłu lub gry na fortepianie. Na parterze , niedaleko woźnego pana Kajtka była szatnia z prysznicem , Sasha powiedziała mi ,że na dole jest basen i sala taneczna ,oraz sala plastyczna. Szkoła jest fantastyczna , wszystko jest zadbane , ludzie są bardzo mili wszyscy są ubrani kolorowo jest ta szkoła , szkoła do której chce chodzić ! muszę Zofii bardzo podziękować ! Jesteśmy właśnie w jadalni . Na samym środku stoją kucharki z jedzeniem , piciem , deserami itp . Jest to jeden wielki pół okrągły stół . Mam nadzieję ,że umiecie sobie to wyobrazić ,ale jeśli nie ! to trudno , ale robi to wrażenie ! Pod ścianami stoją dwa rzędy prostokątnych stolików i pełno ludzi siedzi , śmieją się , nawet biegają . Jest tu tak przyjemnie ,że aż zgłodniałam :D
- Chodź Rose !! zajęliśmy Ci miejsce !
Z prawie końca sali wołała moja nowa '' paczka '' hahah . Pobiegłyśmy z Sashą do okrągłego stolika , zabrałyśmy na tacy jedzenie i powiedziałam.
- Przepraszam , ile mam zapłacić ?
- Nic kochaniutka.
- Naprawdę ?
- Rose , tutejsze obiady , śniadania , podwieczorki są za darmo to dyrektor im płaci , a nie my. Bierzesz to na co masz ochotę , a jeśli masz jakieś poczucie winy czy coś takiego to możesz pod koniec lekcji na najdłuższej przerwie pomóc panią w gotowaniu . 
- To ja obiecuję ,że gdy tylko będę mogła to zawsze pomogę ! 
- Kochana z Ciebie dziewczyna , weź sobie jogurt jagodowy i zmykaj do swojego stolika , smacznego życzę.
- Dziękuję !
Poszłyśmy z Sashą do stolika i już miałam usiąść , gdy nagle ktoś mnie popchnął i całe jedzenie spadło mi na podłogę. 
- Ej ! uważaj jak chodzisz ! - Krzyknęłam na ... kogo ? czy to dziewczyna? czy chłopak ? nie wiedziałam była to jedyna osoba ,która była cała na czarno , nie widziałam nawet twarzy. 
- Sory mała. Pobiegł/a
- Rose nie przejmuj się ten koleś tak ma . 
- Czyli to jest chłopak...ok..
Pozbierałam to co mi spadło. 
- ZA 3 MIN DZWONEK , PRZYGOTUJCIE SIĘ DO LEKCJI, ZA 3 MIN DZWONEK PRZYGOTUJCIE SIĘ DO LEKCJI.  
W jednym momencie chmara uczniów biegła w stronę drzwi i wybiegali z jadalni . 
- Chodź Rose ! bo się spóźnisz ! - krzyknął Olaf.
- Ale ja nawet nie wiem co teraz mam ! 
- Chodzisz  do klasy z Sashą idź z nią !
Rozglądałam się ,ale nie umiałam znaleźć Sashy . Jest tak dużo uczniów ,że zniknęła mi z oka.
W tak krótkim momencie tylu uczniów zdążyło wybiec z jadalni i dostałam sama sprzątając jedzenie z podłogi.
- Zostaw to Rose , chodź powiem Ci , gdzie masz iść .
Uniosłam głowę , a nade mną stał jakiś chłopak . 
- Przepraszam , ale nie chciałam pobrudzić i zmarnować jedzenia.
- Tak wiem , wiem , chodź bo masz 2 min i się spóźnisz. Wytłumaczyłem już nauczycielom ,że nie masz jeszcze żadnego kupionego przedmiotu , nie musisz się o nic martwić.
- Dziękuję bardzo ,ale skąd wiesz jak mam na imię i jeszcze...te tłumaczenie nauczycielom.
- Przepraszam , gdzie moje maniery . Nazywam się Lukas Terini . Chodzę razem z tobą do klasy i za niedługo masz lekcję wychowawczą , a dobrze się składa bo wszystko Ci wytłumaczą . Podał mi prawą dłoń , złapałam ją i spojrzałam mu oczy. Miał przepiękne brązowe oczy , miał poczochraną  fryzurę i dość modne ubrania . Uśmiechnęłam się .
- Ja jestem Rose. 
Pomógł mi wstać , podniósł tacę i pokazał bym szła.
Pojechaliśmy windą na trzecie piętro . Byłam sama z nim , tylko z nim . Przeszedł mnie jeden wielki dreszcz po plecach. Taak ! już trzecie piętro, zrobiło się tu tak gorąco. Nie rozmawialiśmy , byliśmy cicho.
- Panie przodem. 
Wyszłam z windy i zobaczyłam jak uczniowie latają po korytarzu krzycząc '' CO TERAZ MAMY ?" . Stałam przed windą , nie wiedziałam gdzie mam iść , gdy nagle poczułam ,że Lukas złapał mnie za rękę. 
- Będę Cię trzymał bo inaczej możesz jeszcze upaść ,a musisz zdążyć dojść do sali.
Lukas szedł przede mną i widziałam jak przeciska się przez ludzi , widziałam jak trzymam jego dłoń . Speszyłam się , bałam się ,że zaraz będą plotki o nowej dziewczynie i się nie myliłam .
- Patrz , ta nowa już ma chłopaka ! hahah 
Lukas doprowadził mnie do sali i weszliśmy do niej razem. Zobaczyłam ,że Sasha macha do mnie i trzyma miejsce dla mnie. Puściłam rękę Lukasa i pobiegłam do Sashy. Krzyknęłam tylko - Dziękuję Lukas.
Lekcja zaczęła się równo z dzwonkiem , wszyscy byli w sali i siedzieli cicho. Weszła do sali kobieta z dziennikiem w ręce i usiadła za biurkiem.
- Drodzy uczniowie , powitajmy naszą nową uczennicę Rose Callison. Jest to wasza nowa koleżanka i mam nadzieję ,że będziecie dla niej mili, a teraz przejdźmy do lekcji.
Otwarła dziennik i zaczęła czytać imiona. Moje imię usłyszałam ostatnie. 
- Rose , jesteś nowa , a dzienniki są już ułożone alfabetycznie , mam nadzieję ,że nie obrazisz się jak wpiszę Cię jako ostatnią .
- Ależ nie ma żadnego problemu. 
- To dobrze. 

      Lekcja minęła szybko, Nauczycielka ,  pani Maria wytłumaczyła mi wszystko , podała mi mój nowy plan lekcji , dała kluczyki do szafki . Spojrzałam na plan lekcji i zostały mi jeszcze cztery lekcje . Dwie godziny WF , matematyka, oraz język angielski. 
Lekcje w tak długim czasie minęły bardzo szybko . Wspólne jedzenie na jadalni . Tym razem coś zjadłam , już wspólne rozmowy , ploteczki ahah bardzo przyjemnie. Właśnie idę do mojej nowej szafki . Na kluczyku piszę numer 267. Zaczęłam szukać szafki aż znalazłam. Szafkę mam w połowie korytarza i chyba w najbardziej ruchliwym miejscu . Cóż , trudno. Podeszłam do szafki ,a wyprzedził mnie ten ponury chłopak. Co za pech ! mam obok niego szafkę !
- Cześć , jak widzisz będziesz miał teraz obok mnie szafkę .
- '' Co za pech '' - powiedział koleś , zamknął szafkę i poszedł gdzieś.
Co za typ . Zignorowałam go i otwarłam szafkę . Jest tu dożo miejsca , własne lusterko , nie potrzebuję niczego więcej. Zamknęłam szafkę i wyszłam ze szkoły. Na parkingu stała Zofia i rozmawiała z Dyrektorem Milanem. 
- Dzień dobry Rose, mam nadzieję ,że szkoła Ci się podoba , ja już nie będę przeszkadzał , miłego dnia , do widzenia . Uścisnął rękę Zofii , ominął mnie z uśmiechem na twarzy i wszedł do szkoły. 
- Chodź Rose , obiad w domu na Ciebie czeka.
Poszłam do Zofi, wsiadłam do auta i pojechałyśmy .

                                                                           ~~~
Jechałyśmy  pół godziny i dojechałyśmy do domu. Zofia powiedziała mi ,że dzisiejszy dzień miała luźniejszy ,ale będę musiała codziennie jeździć autobusem do szkoły. 
Weszłyśmy do domu i zamknęłam za sobą drzwi. 

                                                       ~~~
Kolejny dziwaczny rozdział :D , mam nadzieję ,że wam się spodobał. Będę pracować dalej i dodam więcej rozdziałów :D dziękuję bardzo ! 

piątek, 13 września 2013

Rozdział 6

         Biedna Mary  , cały czas płacze. Trochę jest mi jej żal. Nigdy nie miałam chłopaka ,więc nie wiem jakie to uczucie ,gdy ktoś Cię zrani .Biedaczka poszła się wypłakać do toalety , ja natomiast nie miałam co robić ,więc  zaczęłam się rozglądać po jej pokoju  nic nadzwyczajnego nie zauważyłam . Pokój zaklejony cały w plakatach , nawet nie widać koloru ścian .. od ostatniego razu musiała dość dużo pisemek kupić. Tak jak nastolatka , niektóre ciuchy leżały na krześle ,a na biurku  panował porządek. Po chwili spostrzegłam  pewną rzecz. Przy koszu na śmieci leżała zwinięta kulka z papieru . Marry pewnie nie trafiła do kosza :) Jest w toalecie , czyli mam czas.
Zsunęłam się z łóżka i zaczęłam się czołgać jak na jakiejś wojnie . Już byłam blisko ,gdy nagle Mary weszła do pokoju .
- Rosee ? co robisz na podłodze.
- Aaa tak patrze ,że masz ładny dywan - skłamałam , nie chce żeby pomyślała ,że ją śledzę czy coś.
Jestem tylko ciekawa co to musiało być ,co było tam napisane że to zgniotła. Widziałam tam tylko moje imię  '' Rose ''. 
Bardzo mnie to zaciekawiło  bo nie wiedziałam o co może chodzić. 
Rozmawiałyśmy ze sobą z jakieś dwie godziny . W końcu musiało się to skończyć bo muszę iść do domu. Pożegnałam się z Mary ,jej rodzicami  i wyszłam. Nadal nie wiem co pisało na kartce , ale następnym razem muszę się jej spytać. 
                                                                           ~~~
Weszłam do domu , ściągnęłam buty i poszłam do kuchni , u  Mary nic nie zjadłam więc... muszę coś zwinąć z lodówki. Po cichu , na paluszkach kierowałam się w stronę 'jedzenia ' . To co tam zobaczyłam , a raczej KOGO było dla mnie wielkim szokiem , w ogóle się nie spodziewałam. Przy stole siedziała cała rodzina . Pan Tomasz , dziewczyny i    '' ktoś " 
- A , gdzie ' dzień dobry ' ? - spytała się Zofia patrząc na mnie. 
Kasia zarechotała wraz z siostrą.
- Dzień dobry.. mam pytanie o co tu chodzi?
Zofia wraz z '' ktosiem '' ( nazwę go '' jasne zęby'' , bo cały czas się uśmiechał ) wstali .
- Przedstawiam Ci Willa ...
- Znam go. 
Zofia zastygła . Nie wiedziała  co się dzieje i dlaczego go znam . Chociaż fakt ,że z nim rozmawiała , gdy byłam w szpitalu trochę mnie dziwi...bo nawet go nie pamięta .  Może to lepiej ? 
- Will ,chodź ze mną do mojego pokoju - powiedziałam ostro , nie dlatego ,że byłam wkurzona tylko dlatego ,że serce na jego widok zaczęło mi tak bić jak w momentach ,gdy mam te dziwne uczucie 'obserwacji ' 
Will podziękował Zofii za wpuszczenie do domu i za kolacje . Zasunął krzesło i zaczął iść za mną po schodach.
- Po co on tu przyszedł ? dlaczego? i dlaczego chce żeby szedł ze mną do pokoju , Co ja robię ! , nie znam go ! - myślałam tak bez przerwy aż weszłam po schodach tak szybko ,że nawet nie zauważyłam kiedy się skończyły.
- Spokojnie Rose, nie musisz się o nic martwić. Nie skrzywdzę Cię, nie Ciebie. -powiedział to szeptem do mojego ucha , a przeze mnie przeszedł jeden wielki dreszcz.
Weszliśmy do mojego pokoju na strychu ,a Will nic, tylko się na mnie patrzył swoimi ciemnymi oczami.
- Dlaczego tu przyszedłeś ?- spytałam trochę twardo co na pewno wyczuł.
- Musiałem Cię w końcu zobaczyć. 
- Mnie? , ale dlaczego przecież ja Cię nawet nie znam .
W jednym momencie spuścił ze mnie wzrok i spojrzał na szkic ,który leżał na podłodze , niedaleko łóżka .
-Ojciec -powiedziałam ze łzami w oczach.
- Wiem.
To już przesada ! Skąd on mnie zna ? nie wliczając wizyty w szpitalu , skąd on wie o moich rodzicach i dlaczego on jest u mnie w pokoju ? Co się ze mną dzieje ? 
- Nie musisz się już tak męczyć, za niedługo idę , zostaniesz sama tak jak zawsze. Wyszedł.
Pobiegłam za nim ,a on już żegnał się na dole z rodzicami.
- Do zobaczenia Rose - nagle się nachylił do mnie i pocałował mnie w policzek. 
Cała się zarumieniłam i zrobiło mi się bardzo ciepło. On wyszedł i wsiadł na motor ? On jeździ na motorze ?
- Przecież to niebezpieczne ! -  krzyknęłam bo się o niego bałam ! chociaż nie wiem dlaczego.
Zapalił silnik , odsunął nóżkę i już miał ruszyć kiedy rzucił mi różę. Złapałam ją , skąd on ją wziął ?
On za to krzyknął - Dla mojej Rose ! 
                                                                       ~~~
Stałam tak kilka minut kiedy stwierdziłam ,że warto już wrócić do domu. Weszłam na schodek ,a  Zofia otwarła mi drzwi do domu. 

wtorek, 23 lipca 2013

Rozdział 5

      Leżę teraz w łóżku. Moje serce bije jak szalone. Nie umiem się skupić na jednej rzeczy. Coś zaczynam i nie kończę. Mój pokój wygląda jak po trzęsieniu ziemi. Chodzę cały czas uśmiechnięta , śpiewam ,a wszystko co robię spowodował Oliver. Cały czas o nim myślę , chodzę po pokoju w te i we w te. Nie umiem przestać. Nigdy nie wiedziałam ,że tak może na mnie wpłynąć osoba ,której prawie nie znam. 
- Nie wytrzymam , muszę się przewietrzyć - Powiedziałam dość głośno i wiedziałam ,że zaraz ktoś przyjdzie z pytaniem '' co się stało '' . Haha  trzy , dwa , jeden.
- Rose ? coś się stało ? - przyszła Zofia ubrana w fartuszek.
W duchu się zaśmiałam bo wszyscy są tu tacy przewidywalni.
- Nie nic , spokojnie.
- Myślisz o nim ? 
- Ciociu , przestań , rumienię się przez Ciebie.
- Haha wiedziałam !
- Tak , zgadłaś ,ale ja idę teraz się przewietrzyć.
- Dobrze, ale przy okazji wyrzucisz śmieci.
Jak mogłabym odmówić. Zofia sprząta , pracuje , gotuje jak robot. Dziwię się ,że jakoś nikt tego nie zauważa.
- Oczywiście ,że wyrzucę ,a przy okazji pójdę do biblioteki.
- Iiii pójdziesz do sklepu kupić mi trzy marchewki.
- Dobrze.
Zofia zeszła na dół , ja natomiast się przebrałam w nowe ubrania. Zajęło mi to trochę czasu, tak jak mówiłam jestem dzisiaj chyba w jakimś transie. Kilka godzin temu go spotkałam ,a wydaje mi się jak bym już go gdzieś widziała. 
                                                                   ~~~
Wymknęłam się z pokoju po cichu, nawet udało mi się zejść ze schodów tak aby nie zaskrzypiały. Dlaczego się wymykam ? Otóż ,gdyby Kasia lub Marysia mnie zobaczyły wiedziałam ,że zaczną mnie wypytywać. Czemu się tak ładnie ubrałam ? , czemu wychodzę itp. Gdyby tak się stało .... przytrzymały by mnie na jakieś pół godziny. 
Wzięłam ze sobą torebkę w której trzymałam książki , nie wszystkie zdążyłam przeczytać ,ale nie miałam na to czasu. Nie ma sensu je przytrzymywać. 
Jestem już na dole , nikt mnie nie zauważył ( oprócz Zofii bo poszłam po śmieci ). Włożyłam nowe sandałki i wyszłam. 
Leciutki wiaterek otulił moją twarz , wyrzucając przy tym wszystkie zbędne myśli. Szum liści i pachnąca woń kiatów wprowadziły mnie w przyjemny trans. Szłam spacerkiem po dróżkach mijając chłopaków  ,którzy siedzieli na ławce  i coś  do siebie szeptali .
- Patrz jaka laska .
- Nooo , niezła , ciekawe czy wolna.  - Mówił jeden za drugim oglądając się za mną.
Ja natomiast się zarumieniłam i przyspieszyłam krok. Do biblioteki idzie się z piętnaście minut , więc zdążyłam usłyszeć tyle komplementów ile jeszcze nie słyszałam w ciągu jednego dnia.
- Tak, widzę już te drzwi . Chwila , ktoś tam w środku jest ,nagle poczułam na sobie ten wzrok , ten przez ,który wylądowałam w szpitalu. Zesztywniałam . Ten "ktoś" mnie obserwował.. Byłam jeszcze daleko od drzwi więc twarzy nie widziałam, ale się nie myliłam. Odwróciłam się i on też...poczułam to. Nie miałam takiego dziwnego uczucia od pamiętnego czasu po kinie.

Wyszedł, nawet na mnie nie spojrzał , a twarzy jego nie widziałam. Wyrzucił kartkę do kosza..... i odszedł.

Może to głupie ,ale chce wiedzieć co tam na kartce jest napisane.
Pobiegłam jak najszybciej umiałam , zanurzyłam rękę w koszu  i zobaczyłam kartkę .Wyciągnęłam ....i zamarłam. Przeczytałam na głos.
- '' Rose myślę o tobie '' 

                                                                     ~~~

Co to ma znaczyć ?, dlaczego ? skąd on wie jak ja mam na imię.....ale jak to ! - cały czas to sobie powtarzam nie umiem uwierzyć w to co widzę ..!  On......to on.....tooo..... na pewno ! .... to ten co mnie śledził !...ale.. gdzie on poszedł ? 
Szłam marszem wypatrując go. Zapomniałam o wszystkim co miałam zrobić. Chciałam go znaleźć , dowiedzieć się czemu mnie tak męczy , po co . Niestety to jak szukanie ' igły w stogu siana '. Wróciłam do biblioteki bo szłam jakieś dziesięć minut, na pewno będą do mnie dzwonić czemu jeszcze nie wróciłam.
- tyrytyryyy ! tyrytyryyy! - Trzymałam telefon w ręce więc szybko odebrałam.
- Halo ?? Rose ?? gdzie jesteś ?
- Aaaa haha ja jestem jeszcze w bibliotece - skłamałam , nie mogłam powiedzieć prawdy.
- To się pośpiesz potrzebuje tych marchewek .
- MARCHEWKI !?
- Rose !! zapomniałaś ! szybko idź do pierwszego sklepu jaki znajdziesz i kupuj ! potrzebuję na obiad.
- Dobrze, dobrze ,dooobrze.
Rozłączyła się . Przez tego kolesia zapomniałam o wszystkim.
                                                                    ~~~
 Wróciłam do domu , oddałam książki , obiad zjadłam i poszłam do pokoju . 
- Chyba zadzwonię do Mary - Chcę jej wszystko powiedzieć.
Dzwonię lecz nikt nie odbiera....
- poczekam jeszcze chwilę .. - Martwię się.
- Halo ?? Mary tu Ro..
- Numer ten nie jest osiągalny proszę nagraj w... - rozłączyłam.
To dziwne Mary zawsze ode mnie odbiera. Coś musiało się stać. I tego tak nie zostawię. Pojechałam na rowerze do domu Mary. Mieszka niedaleko ,więc dojechałam do niej w dziesięć minut. Położyłam rower na trawie i pobiegłam do drzwi. Zadzwoniłam lecz nikt nie otworzył. Spróbowałam jeszcze raz. Na szczęście w drzwiach ukazała się mama Mary.
- Ooo witaj kochanie.
- Dzień dobry , chciałam się spytać czy  jest w domu Mary ?
- Nie , niestety jej nie ma . Pojechała z Ojcem na zakupy.
- Wie pani kiedy wróci ?
- Hmm a przekazać jej coś ? 
- Tak. Jak przyjedzie niech pani jej powie żeby do mnie zadzwoniła bo chcę jej coś ważnego powiedzieć.
- Dobrze oczywiście ,ale coś poważnego się stało ?
- Nie , nic takiego.
- Uff to dobrze. 
Stałyśmy tak na ogrodzie rozmawiając ze sobą. Musiałyśmy długo rozmawiać ponieważ Mary zdążyłą za ten czas przyjechać. W duchu się cieszyłam ,ale wydaje mi się ,że coś mnie ominęło. Wysiadła z auta i pobiegła od razu do mnie , jak małe dziecko przytuliła się i nic nie powiedziała.
Odgarnęłam jej włosy z czoła , jak troskliwa matka i powiedziałam :
- Mary ,tęskniłam za tobą , porozmawiamy ?
Mary jednak długo mnie trzymała i nie chciała puścić aż w końcu powiedziała.
- Rose muszę  Ci  coś powiedzieć.
Obie poszłyśmy do domu i od razu skierowałyśmy się do jej pokoju.
Mary jest zawsze pogodną osobą i przede wszystkim miłą. Jej pokój jest cały kremowo-biały. Wszędzie są róże i przeróżne rośliny. Ma nie wielki pokój lecz bardzo gościnny. Widziałam jej minę... coś musiało się zdarzyć i to nie będzie dobra wiadomość.
- Mary powiedz coś w końcu , strasznie się niepokoję. - powiedziałam tak bo chciałam od razu usłyszeć co ma mi do powiedzenia.
- Peter ze mną zerwał - W jednym momencie polał się strumień łez. Podbiegłam , przytuliłam ją i uspakajałam.
- Spokojnie Mary , Ciiiii :)
- Chodziliśmy ze sobą trzy lata i nigdy się nic nie zdarzyło przez co bym żałowała. 
- Nie domyślasz się o co chodzi ?
- Dostałam tylko sms. Rozumiem ,że musiał wyjechać ,ale nawet się nie pożegnał. Nic mi nie powiedział i tak nagle sobie pojechał.
- Czekaj , Wyjechał ? 
- Tak .
Mary poszła szukać telefonu po pokoju . Po chwili go znalazła  i od razu szukała od niego  sms.
- Mam.
Wzięłam jej komórkę i przeczytałam.
     Cześć Mary... Piszę do Ciebie ostatni raz i wiedz ,że też jest mi smutno. Przepraszam ,ale zrywam z tobą. Musiałem pilnie wyjechać więc wysyłam sms.
                                                            Będę tęsknił  Peter.  


niedziela, 21 lipca 2013

Rozdział 4

Kolejny dziwny dzień. Zaczynając od tego ,że obudziłam się na podłodze ,a moja kołdra była gdzieś daleko od łóżka , wszyscy byli dla mnie mili chodź nie zdarzało się to za często. Nawet Pan Tomasz się do mnie uśmiechnął. Wszystko dookoła było takie inne.  Zjadłam śniadanie przy stole co mnie też zdziwiło.... zazwyczaj jem na małym stoliczku ponieważ nie czuje się jak rodzina żeby siedzieć z wszystkimi , a tym razem mnie ' zaprosili '. Zofia oczywiście się pięknie ubrała. Miała na sobie złotą sukienkę , z długimi brylantowymi kolczykami ,z  rozpuszczonymi włosami. Chciałam się jej coś spytać ,ale ona była szybsza.
- Rose jedz szybciej. 

- Dobrze , ale mnie się nie śpieszy.
- Rosee ! chcę Cię zabrać na zakupy.
- Mnie ??? 
W tym samym momencie wszyscy krzyknęli 
- Po co ! , Czemu z nią ? , mamo ! 
Wiedziałam . Tutaj wszyscy byli na pierwszym miejscu , a ja na ostatnim .
- Kochani , biorę Rose na zakupy ponieważ wy macie całą szafę wypchaną ubraniami , a Rose nawet połowy nie ma tyle co wy macie . Jakaś sprawiedliwość musi być.
Za to  ' kocham ' Zofię . Nigdy nie myśli o sobie , jest bardzo empatyczna i to w niej lubię.
- Dobrze , już jem szybciej  tylko się ubiorę i pozmywam .
- Ahhh zostaw to , Kasia i Marysia to umyją .
- JAK TO - obie krzyknęły na raz.
- Tak to , ja się z Rosę śpieszę , a wy i tak będziecie siedziały przed telewizorem . Może w końcu coś ze sobą zrobicie.
Mina Kasi była bezcenna. Wyglądała jakby miała mnie zaraz udusić . Marysia za to wyglądała jak pomnik. Po mimo złości jej twarz wyglądała spokojnie.
- Dobrze mamo , umyjemy naczynia ,ale pod warunkiem ,że nam coś też kupisz.
- Dobrze , dobrze... no Rose szybciej.
Jednym wielkim gryzem zjadłam kanapkę która w połowie wypadła mi z buzi ,zaśmiałam się i zaczęłam zbierać to co spadło . Skończyłam i szybko pobiegłam do góry.
- W co ja mam się ubrać? Faktycznie , Zofia miała rację. Moja szafa to chyba skrzynia do starych rzeczy. Wzięłam pierwszą lepszą bluzkę i spódnicę w kwiaty. Po mimo ' starości  ubrań' wyglądałam nawet ładnie. 
Zbiegłam na dół i wzięłam torebkę z krzesła.
- Dobrze kochani, ja i Rose idziemy. Macie umyć podłogę i poodkurzać cały dom , papa
Hahaha  w duchu się śmiałam , chciałabym zobaczyć jak Kasia sprząta, dzisiejszy dzień chyba zapiszę w pamiętniku. 
Wyszłyśmy z domu i wsiadłyśmy do auta. Siedziałam w tyłu i jak zawsze zapięłam pasy. Niektórzy tego nie robią , a ja wolę być bardziej ostrożna.
Jechałyśmy jakieś 30 min , drogi w ogóle nie zapamiętałam , nie wiedziałam nawet dokąd jadę . Wiedziałam tylko że do sklepu.
- Dobrze już jesteśmy ! - powiedziała Zofia z wielkim uśmiechem na twarzy. - Uwielbiam chodzić na zakupy , a ty Rose ?
- Hmmmm od dawna nie byłam na zakupach ,więc ... niezbyt lubię.
- Ha ! to polubisz.
Zofia w tym momencie zachowywała się jak nastolatka , cała podekscytowana , uśmiechnięta i na pewno myślała sobie  jak dużo rzeczy kupi:)
Wysiadłyśmy z auta i od razu poszłyśmy w stronę drzwi. Jedna wielka hala sklepów. Jeden za drugim. Nie wiedziałam w którą stronę mam iść. 
- Chodź Rose, najpierw zaczniemy od butów . Lubisz sandałki? czy trampki lub buty na obcasach ?
- Sandałki i trampki. 
- Doskonale.
Zofia pobiegła do sklepu CCC i już widziałam jak coś przymierza. Ja natomiast zaczęłam się rozglądać, podziwiać i..ii nagle zderzyłam się z kimś.
-Ohh przepraszam najmocniej , nie chciałam , wszystko w porządku ?
Spojrzałam na bardzo przystojnego chłopaka który patrzył się na mnie swoimi zielonymi oczami . Był wysoki i mega przystojny , wręcz idealny ! Był ubrany w białą bluzkę w serek , w brązowe spodnie z opadającymi szelkami,  i słuchawkami ,które opadały mu na ramiona. Miał brązowe bujne włosy...  Obudził mnie jego głos.
- Spokojnie nic się nie stało , ale czemu tak się na mnie patrzysz ? - w tym momencie się uśmiechnął , a ja się zawstydziłam . Na pewno było widać ! kurcze... 
- Aaaa aaa ,ee eee  masz ładne oczy :)
- Haha dziękuję ty również... 
Staliśmy tak niedaleko sklepu ,gdy nagle usłyszałam Zofię wołającą.
- Roseee tu są świetne buty ! chodź przymierz kilka.
- A więc na imię Ci Rose ? 
Powiedział chłopak od którego serce zaczęło bić jak szalone.
- Tak , Rose a ty ?
- Oliver, miło mi , mam nadzieję ,że tobie również. - Znów uśmiechnął się tak ,że nogi ugięły mi się w kolanach.
- A ty nie przypadkiem się gdzieś śpieszyłeś ?- powiedziałam tak aby przedłużyć rozmowę , nie chciałam aby sobie poszedł. 
- Taak  , masz rację lecz tak jak ty nie chce odejść.
Poczułam się bardzo wyróżniona ,że taki ładny chłopak ze mną rozmawia ,ale jednak było to podejrzane...na szczęście Zofia zaczęłam wołać drugi raz , i to znacznie głośniej.
- Roooossee !!! bo sobie sama kupię te wszystkie buty !
- Już idę !!! 
Odwróciłam się aby pójść lecz duża i delikatna dłoń złapała mnie za ramie . 
- Pa Rose :) 
Przez całe ciało przeszedł mi dreszcz , powiedziałam tylko :
- Cześć Olivierze.
Uśmiechnął się i odszedł.
                                                                           ~~~
Zakupy trwały całe trzy godziny. Zofia kupiła mi cztery sukienki , pięć spódnic , osiem bluzek , trzy pary butów i dwa naszyjniki.
- Haha kochana, dzisiejsze zakupy były wspaniałe. Jeszcze nigdy nie miałam z tego większej radości niż z codziennych zakupów. W bardzo dobrym towarzystwie  je spędziłam , a ty jak się bawiłaś ?
Myślami byłam gdzie indziej .Po mimo tego  usłyszałam każde słowo ,które powiedziała Zofia.
- AaaaAa  mnie również się podobało ...- przerwała mi 
- Chyba ' podobał ' - powiedziała to patrząc na mnie z uśmiechem.
- W cale , że nie ! ... no może , ale Ciociu mówimy o zakupach !
- Ha... pewnie ,ale o tym chłopaku też mi powiesz.
- Dobrze, ale mam pytanie.
- Tak ?? słucham ?
- Czy mogę Cioci oddać chodź połowę pieniędzy  które na mnie wydałaś ?
- Cośśs ty ! , pewnie , że NIE ! nigdy , nie ma mowy !
- Aa aale dlaczego ?
-No a jak myślisz kochana.... Ja jestem jak bankomat , wyrzucam pieniądze , a nie zabieram :D
- Ale przecież wydałaś na mnie tak dużo pieniędzy.
- Ty się o to nie martw... dobrze. Teraz mi powiedz , gdzie zaparkowałyśmy ?
To pytanie mnie rozbawiło , nawet nie patrzałyśmy gdzie parkujemy , chyba długo będziemy szukać tego auta. 
                                                                        ~~~
Po dziesięciu minutach szukania auta w końcu znalazłyśmy  i od razu pojechałyśmy do domu. 
Nic nie mówiąc przez całą drogę myślałam o Olivierze. Tak bardzo mnie zafascynował ,że chciałabym go lepiej poznać. Jak mam go znaleźć ? przecież nic o nim nie wiem , skąd , gdzie mieszka i jakie ma nazwisko..... Nic przecież nie wiem. Myślałam tak długo ,że  nie zauważyłam  jak Zofia wysiadła z auta i jeszcze zdążyła zabrać zakupy , a ja wciąż siedziałam.
- Rosee wysiadaj , nie będziesz tu chyba spała ? - zaśmiała się Marysia i poszła do domu.
Miała racje , siedziałam w aucie jakieś piętnaście minut. Chyba wystarczy :p
Weszłam do domu , przytuliłam Zofię i podziękowałam jej. Poszłam do góry do pokoju i znalazłam się w swoim świecie. Bardzo lubiłam ten pokój ponieważ rzadko kto tu wchodził i byłam sama. Sama mogłam myśleć nad pewnymi sprawami ,a teraz myślę o Olivierze.

piątek, 21 czerwca 2013

Rozdział 3

W domu ,domu , domu !  - krzyknęłam jak najgłośniej umiałam ! Bałam się ,że znowu  poczuję ten dziwny wzrok ...na szczęście tak nie było. Wróciłam szczęśliwa lecz obolała.... wzięłam tak dużo książek ,że ręce mnie teraz bolą . Na razie odstawiłam je na komodę . Ściągnęłam sweter i pobiegłam na górę do pokoju. Wiedziałam ,że długo sobie nie odpocznę ,ponieważ Mary na pewno do mnie zadzwoni.Wskoczyłam na łóżko trzymając telefon bo coś czułam ,że zaraz zadzwoni.
- Drrrrrrrrr!!! 
- Halo ? Mary ?
       - nastała cisza... chodź nie powinno jej być. Mary jest rozgadaną osobą która najwięcej  zabiera mi pięniędzy z telefonu.
- MARY !! - krzyknęłam 
- hlip.
     -usłyszałam .... nie... chwila .... Mary płacze ? 
- Haaaloo Mary co jest , mów  !! 
- Pppeee
- ?? pppee?
- Peter nie przyszedł na naszą randkę.... - w jednym momencie usłyszałam  głośny płacz.
- Mary ? Skarbie ,wiesz dlaczego nie przyszedł ?
- Wyjechał !!
- Jak to wyjechał ? Dlaczego , po co , CZEMU ?
- Napisał mi sms .
- NO TO CZYTAJ !!! co napisał ?
   - '' Cześć , Mary.... nie będzie mnie dziś na naszej randce , muszę coś załatwić , nie pytaj gdzie jadę. Cześć. 
  - Gdybym mogła go dorwać !!! - pomyślałam sobie . Jak on mógł zrobić coś takiego Mary ! 
- Podłe prawda ? - powiedziała Mary która ledwo co mówiła, cały czas psikała.
- Może ten wyjazd był ważny skąd wiesz co musi załatwić ? 
- Aaalllee , czzzeemu nie pppowiedział mmi wcześśniej ?
- Może nie mógł ?
- Rose , nie mogę.. przepraszam muszę odpocząć , pogadamy jutro .... za bardzo to mną wstrząsnęło 
Odstawiła słuchawkę nie mówiąc nawet '' cześć '' . W końcu się nie dziwię, że nie  powiedziała , ale dziwi mnie fakt ,że się nie pojawił . 
- Roosseee kolacja na stole - Krzyknęła Zofia 
- Idęęe , chwileczkę.
Nie lubię tych wspólnych ' kolacji ' , od razu wiadomo o kim myślę i  zamiast zajmować się jedzeniem to o nich myślę. Cóż....rodzice nie żyją już 2 lata ...ale wciąż jest to dla mnie trudne.
-  Już schodzę !!!
Zbiegłam po schodach jak najszybciej gdy nagle ...... te uczucie .... wróciłam się do pokoju  ,wyjrzałam przez okno.... Zamarłam ... ktoś tam stał , cały ubrany na czarno , twarzy nie było widać. Zrobiło mi się słabo , usiadłam i w jednym momencie , Zemdlałam. 
                                                                      ~~~
Uciekałam , nie wiedząc dlaczego i przed kim ..... Biegłam  przed siebie nie zwracając uwagi na co nadepuje . Głos , ten głos cały czas był we mnie , przemawiał ,ale nie rozumiałam co mówił. Zobaczyłam latarnię , która ledwie co świeciła, a niedaleko jedno  duże drzewo ...podbiegłam i usłyszałam : ''Zakochany jest jak  człowiek w lesie - zapatrzony w jedno drzewo ''.
  Bez wahania wsłuchałam się w głos , który stał się częścią mnie .... nie bałam się go tak jak wcześniej. Przyzwyczaiłam się i on do mnie też. Podbiegłam pod drzewo i zobaczyłam wydrapany napisz '' Rose- jedyna osoba którą kocham i ona mnie też ''  

Nagle ktoś krzyczał moje imię , coraz głośniej , głośniej '' Roooseee , proszę żyj ''  W jednym momencie zobaczyłam światło , nie była to latarnia ,która oświetlała wszystko dookoła tylko ..... mała latareczka ?
- Roosee !! na reszcie , obudziła się !!
- Proszę odejść , pacjentka nie jest w stanie na razie rozmawiać , niech państwo przyjdą za 2 godziny.
Gdy to usłyszałam od razu podniosłam się do siadu.
- Gdzie ja jestem ? , co się stało ? 
- Witaj , Rose. 
Jakiś dziwny facet stał obok łóżka na którym leżałam , a nie było za wygodne. Miał krótkie włosy , brązowe oczy i .... i dziwny wyraz twarzy , jakby smutny . Jego głos tak jakby znajomy ,ale chwila ,ktoś krzyczał abym żyła . W jednym  momencie podniosło mi się ciśnienie i ten ' ktoś ' położył mi bardzo delikatnie głowę na poduszkę .
- Spokojnie , Rose. Jesteś w szpitalu , miałaś zawał serca.
- Zawał serca ?- krzyknęłam , bo mnie to przeraziło !
- Tak , wiem. W tym wieku jest to trochę dziwne , ale coś musiało na Ciebie bardzo mocno wpłynąć aby dostać taki mocny skurcz.
Raczej '' ktoś ''- pomyślałam od razu o tym facecie.
- Doktorze ?
- Tak ,Rose ?
- Czy ja.... znaczy , kiedy  wrócę do domu ?
- Z takim przypadkiem jak twój , to za dwa lub jeden tydzień. 
- Tak długo ?? Ale ja mam szkołę i i...i muszę...
- Musisz ?
- Przepraszam , nie ważne.  Jeśli mi się polepszy too...
Tak , jeśli będzie lepiej wrócisz za jakieś cztery , pięć dni.

Przynajmniej to. Może nie była to zbyt długa rozmowa ,ale zobaczyłam ,że jestem sam na sam z tym facetem.

Gdy na mnie patrzył widziałam w jego oczach nadzieję , coś niesamowitego . Niestety on całym sobą był smutny.
- Coś się stało doktorze ? 
- Mnie nic , raczej tobie.
- Tak wiem , ale pan jest taki..
- Smutny ?
- Właśnie. 
Jego wyraz twarzy zrobił się jeszcze bardziej przygnębiający. Po mimo smutku , który tak długo we mnie ' mieszkał ' Nie lubiłam ,gdy ktoś był przygnębiony. Chciałam do niego coś powiedzieć , spojrzałam na plakietkę ,ale .... on nie miał plakietki ! Co to za lekarz który  ... chwila , on  nawet nie jest ubrany jak lekarz. Dziwne , zaczęłam się trochę bać. Jego oczy chyba to zauważyły ,że się denerwuje, ponieważ zrobiły się większe ,a co najdziwniejsze z ciemnych oczu zrobiły się ....zielone ? 
Nie umiałam tak dłużej wytrzymać , musiałam coś powiedzieć , bałam się. 
- Dokt...  - nie zdążyłam ,on mnie wyprzedził.
- Will
Will - imię o którym zawsze marzyła aby mój chłopak takie nosił , mało brakowało a bym się zakochała. 
-Rooosee !  - wbiegła zapłakana Mary 
Spojrzałam w drzwi na Mary , ale chciałam też powiedzieć do Willa ,że dziękuję ....Znikł , nie ma go ?! 
- Jak się czujesz ?
- Mary?
- Boli Cię serce..?
- Mary !!
- słyszałam co się stało , ale nie rozumiem dlaczego ..a ty jak myślisz ? 
- MARYY !!! czy jak wchodziłaś to ktoś był w pokoju ?
- Rose ? ty chyba jeszcze nie jesteś w formie , głupoty wygadujesz , nikogo nie było.
Wymyśliłam to sobie ?  Tego mężczyznę , przecież on rozmawiał z Zofią...i.iiii oni tu byli...
- Rose , na prawdę ja nikogo nie widziałam , wbiegłam tu i jedynie co poczułam to głód.
- Mary !! :)
- No coo , głodna jestem i jeszcze się nie pozbierałam. Idę kupić Ci wodę , zaraz wracam.
-Dobrze !!! 
Dlaczego , dlaczego on na mnie nachodzi , czemu tylko ja go widzę , a może to tylko złudzenia ? Ale on rozmawiał z Zofią ,on  jego oczy i ten głos , przecież. Ahhh nie ważne , pewnie mi się to przyśniło. 
- Witaj , Rose 
Spojrzałam na drzwi i myślałam ,że ...ale to nie on . Tym razem do sali wszedł starszy i przy sobie staruszek z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Dzień dobry. Odpowiedziałam  trochę zdziwiona , nie wiedziałam co go tak cieszy.
- Rose , myśleliśmy ,że tu z nami jeszcze zostaniesz ,lecz...
- Mogę ? 
- Tak , z każdą minutą robisz się coraz silniejsza co jest świetną wiadomością nawet teraz dostałaś rumieńców na twarzy , lecz trochę nas to niepokoi. Dlaczego tak nagle i to po zawale czujesz się silna , wesoła i na pewno spragniona  wolności  , musimy tylko zrobić jeszcze jedno badanie i będziesz mogła wyjść.
Z szafki wyciągnął jakieś dziwne urządzenie , przyłożył mi do klatki piersiowej.
- Tak , wszystko jest zadziwiająco normalne .
- Normalne ?
- Ohh przepraszam , właściwe , to dobre słowo .
- Jak pan tym urządzeniem zrobił...to ..tak szybko i... 
- Rose , technologia się rozwija , na tym świecie są już takie urządzenia, o których nie mamy pojęcia . Sam w zasadzie nie wiem jak to działa. Ledwo co widzę ,w końcu 17 lat tak jak ty ... nie mam .Naciskam guzik i automatycznie wyskakuje mi zdjęcie twojej klatki piersiowej z  wynikami na dole. 
- Zadziwiające.
- Nieprawdaż ?
Bardzo miło mi się z nim rozmawiało ,ale skoro mogłam już iść , to po co tu siedzę.
- Wiem o czym myślisz Rose , o wolności 
- Możliwe 
- Dobrze , wypiszę Ci receptę ,a ty się pakuj.
Wbiegła , zadyszana i wesoła Mary.
- Mam wodę ! przepraszam ,że tak długo ,ale nagle wszystkim zachciało się pić. 
- Dobrze oto recepta i właśnie pij dużo wody , nie przemęczaj się i co najważniejsze nie biegaj.
- Dobrze panie doktorze. Chciałam się jeszcze czegoś spytać.
- Tak ? słucham.
- Czy prasuje tutaj w szpitalu taki wysoki mężczyzna z ciemnymi oczami i... 
- Will ?
- Takkk ! - krzyknęłam , wiedziałam ,że go sobie nie wymyśliłam ! 
- Tak pracuje tu , ale swoją osobą , postawą nie pomaga zbytnio . Patrz na mnie . Jestem wesoły aby pacjenci również byli weseli , nie bali się ,że przyjdzie jakiś doktor ,który chce pociąć wszystkich na kawałki...
    - Jak na starszego Pana , mówi całkiem młodzieżowo. 
- Staramy się aby każdy pacjent czuł się oswojony. 
- Żeby się nie bał.
- Tak , a Will odwiedził Panią ? 
- Odwiedził ?
- Tak 
- Jak to odwiedził ?
- Will wchodził tu praktycznie cały czas i Cię pilnował.
- Był tu ?
- Tak , dziecko przecież mówię wyraźnie ! Założyłem zęby , czemu cały czas powtarzasz to co mówię ?
- Bo wydawało mi się ,że on...
- Znikł ?
- Tak !
- Will jest ... hmm ... iluzjonistą. 
- Ale on przecież....
- Tak , Rose jest lekarzem ,dlatego go przyjęliśmy ponieważ jeszcze bardziej oswaja ludzi z otoczeniem , jest dość spokojnym człowiekiem ,ale od jakiegoś czasu stał się ponury. Cały czas mówi ,że stracił swoją ' Muzę' Lecz jak go widziałem po wyjściu z twojego pokoju , miał nawet inne oczy i co najdziwniejsze miał uśmiech. 
- Uśmiech?
- Yhyy coś mi  się wydaje ,że on już znalazł swoją Muzę.
- Eeeeeghemmm , przepraszam ...ale ja tu STOJĘ !!! , NIEDALEKO !!
- Mary !! - krzyknęłam , kompletnie o niej zapomniałam.
- Zapomniałaś ,że tu stoję ?! Uhhgg ale przynajmniej też sobie posłuchałam. 
- Dobrze Rose , jak będziesz chciała to przyjdź tu jeszcze raz to dokończymy rozmowę , teraz kieruj się w stronę twojego domu i pamiętaj ...
- Nie biegać .
- Właśnie , dobrze..odpoczywaj Rose.
- Do widzenia.
Doktor wyszedł , minął Mary patrząc się jej prosto w oczy aż zrobił tak śmieszną minę ,że Mary która nie umiała wytrzymać i sama zaczęła pić wodę , zaksztusiła się i od razu zaczęła się śmiać.
       W taki oto sposób minął mi praktycznie cały dzień ! Zaczynając od Urodzin w kinie , kończąc w szpitalu , gdzie dwa razy poczułam te dziwne uczucie , ciekawe urodziny :P. Jest godzina 21.00 nie wiem co jeszcze może mi się zdarzyć ..ale mam nadzieję ,że nic. 
Wyszłam ze szpitala i pojechałam w Zofią i Mary do domu. Jednak wciąż myślę o Willu . Nie umiem zapomnieć , muszę się przespać.