piątek, 21 czerwca 2013

Rozdział 3

W domu ,domu , domu !  - krzyknęłam jak najgłośniej umiałam ! Bałam się ,że znowu  poczuję ten dziwny wzrok ...na szczęście tak nie było. Wróciłam szczęśliwa lecz obolała.... wzięłam tak dużo książek ,że ręce mnie teraz bolą . Na razie odstawiłam je na komodę . Ściągnęłam sweter i pobiegłam na górę do pokoju. Wiedziałam ,że długo sobie nie odpocznę ,ponieważ Mary na pewno do mnie zadzwoni.Wskoczyłam na łóżko trzymając telefon bo coś czułam ,że zaraz zadzwoni.
- Drrrrrrrrr!!! 
- Halo ? Mary ?
       - nastała cisza... chodź nie powinno jej być. Mary jest rozgadaną osobą która najwięcej  zabiera mi pięniędzy z telefonu.
- MARY !! - krzyknęłam 
- hlip.
     -usłyszałam .... nie... chwila .... Mary płacze ? 
- Haaaloo Mary co jest , mów  !! 
- Pppeee
- ?? pppee?
- Peter nie przyszedł na naszą randkę.... - w jednym momencie usłyszałam  głośny płacz.
- Mary ? Skarbie ,wiesz dlaczego nie przyszedł ?
- Wyjechał !!
- Jak to wyjechał ? Dlaczego , po co , CZEMU ?
- Napisał mi sms .
- NO TO CZYTAJ !!! co napisał ?
   - '' Cześć , Mary.... nie będzie mnie dziś na naszej randce , muszę coś załatwić , nie pytaj gdzie jadę. Cześć. 
  - Gdybym mogła go dorwać !!! - pomyślałam sobie . Jak on mógł zrobić coś takiego Mary ! 
- Podłe prawda ? - powiedziała Mary która ledwo co mówiła, cały czas psikała.
- Może ten wyjazd był ważny skąd wiesz co musi załatwić ? 
- Aaalllee , czzzeemu nie pppowiedział mmi wcześśniej ?
- Może nie mógł ?
- Rose , nie mogę.. przepraszam muszę odpocząć , pogadamy jutro .... za bardzo to mną wstrząsnęło 
Odstawiła słuchawkę nie mówiąc nawet '' cześć '' . W końcu się nie dziwię, że nie  powiedziała , ale dziwi mnie fakt ,że się nie pojawił . 
- Roosseee kolacja na stole - Krzyknęła Zofia 
- Idęęe , chwileczkę.
Nie lubię tych wspólnych ' kolacji ' , od razu wiadomo o kim myślę i  zamiast zajmować się jedzeniem to o nich myślę. Cóż....rodzice nie żyją już 2 lata ...ale wciąż jest to dla mnie trudne.
-  Już schodzę !!!
Zbiegłam po schodach jak najszybciej gdy nagle ...... te uczucie .... wróciłam się do pokoju  ,wyjrzałam przez okno.... Zamarłam ... ktoś tam stał , cały ubrany na czarno , twarzy nie było widać. Zrobiło mi się słabo , usiadłam i w jednym momencie , Zemdlałam. 
                                                                      ~~~
Uciekałam , nie wiedząc dlaczego i przed kim ..... Biegłam  przed siebie nie zwracając uwagi na co nadepuje . Głos , ten głos cały czas był we mnie , przemawiał ,ale nie rozumiałam co mówił. Zobaczyłam latarnię , która ledwie co świeciła, a niedaleko jedno  duże drzewo ...podbiegłam i usłyszałam : ''Zakochany jest jak  człowiek w lesie - zapatrzony w jedno drzewo ''.
  Bez wahania wsłuchałam się w głos , który stał się częścią mnie .... nie bałam się go tak jak wcześniej. Przyzwyczaiłam się i on do mnie też. Podbiegłam pod drzewo i zobaczyłam wydrapany napisz '' Rose- jedyna osoba którą kocham i ona mnie też ''  

Nagle ktoś krzyczał moje imię , coraz głośniej , głośniej '' Roooseee , proszę żyj ''  W jednym momencie zobaczyłam światło , nie była to latarnia ,która oświetlała wszystko dookoła tylko ..... mała latareczka ?
- Roosee !! na reszcie , obudziła się !!
- Proszę odejść , pacjentka nie jest w stanie na razie rozmawiać , niech państwo przyjdą za 2 godziny.
Gdy to usłyszałam od razu podniosłam się do siadu.
- Gdzie ja jestem ? , co się stało ? 
- Witaj , Rose. 
Jakiś dziwny facet stał obok łóżka na którym leżałam , a nie było za wygodne. Miał krótkie włosy , brązowe oczy i .... i dziwny wyraz twarzy , jakby smutny . Jego głos tak jakby znajomy ,ale chwila ,ktoś krzyczał abym żyła . W jednym  momencie podniosło mi się ciśnienie i ten ' ktoś ' położył mi bardzo delikatnie głowę na poduszkę .
- Spokojnie , Rose. Jesteś w szpitalu , miałaś zawał serca.
- Zawał serca ?- krzyknęłam , bo mnie to przeraziło !
- Tak , wiem. W tym wieku jest to trochę dziwne , ale coś musiało na Ciebie bardzo mocno wpłynąć aby dostać taki mocny skurcz.
Raczej '' ktoś ''- pomyślałam od razu o tym facecie.
- Doktorze ?
- Tak ,Rose ?
- Czy ja.... znaczy , kiedy  wrócę do domu ?
- Z takim przypadkiem jak twój , to za dwa lub jeden tydzień. 
- Tak długo ?? Ale ja mam szkołę i i...i muszę...
- Musisz ?
- Przepraszam , nie ważne.  Jeśli mi się polepszy too...
Tak , jeśli będzie lepiej wrócisz za jakieś cztery , pięć dni.

Przynajmniej to. Może nie była to zbyt długa rozmowa ,ale zobaczyłam ,że jestem sam na sam z tym facetem.

Gdy na mnie patrzył widziałam w jego oczach nadzieję , coś niesamowitego . Niestety on całym sobą był smutny.
- Coś się stało doktorze ? 
- Mnie nic , raczej tobie.
- Tak wiem , ale pan jest taki..
- Smutny ?
- Właśnie. 
Jego wyraz twarzy zrobił się jeszcze bardziej przygnębiający. Po mimo smutku , który tak długo we mnie ' mieszkał ' Nie lubiłam ,gdy ktoś był przygnębiony. Chciałam do niego coś powiedzieć , spojrzałam na plakietkę ,ale .... on nie miał plakietki ! Co to za lekarz który  ... chwila , on  nawet nie jest ubrany jak lekarz. Dziwne , zaczęłam się trochę bać. Jego oczy chyba to zauważyły ,że się denerwuje, ponieważ zrobiły się większe ,a co najdziwniejsze z ciemnych oczu zrobiły się ....zielone ? 
Nie umiałam tak dłużej wytrzymać , musiałam coś powiedzieć , bałam się. 
- Dokt...  - nie zdążyłam ,on mnie wyprzedził.
- Will
Will - imię o którym zawsze marzyła aby mój chłopak takie nosił , mało brakowało a bym się zakochała. 
-Rooosee !  - wbiegła zapłakana Mary 
Spojrzałam w drzwi na Mary , ale chciałam też powiedzieć do Willa ,że dziękuję ....Znikł , nie ma go ?! 
- Jak się czujesz ?
- Mary?
- Boli Cię serce..?
- Mary !!
- słyszałam co się stało , ale nie rozumiem dlaczego ..a ty jak myślisz ? 
- MARYY !!! czy jak wchodziłaś to ktoś był w pokoju ?
- Rose ? ty chyba jeszcze nie jesteś w formie , głupoty wygadujesz , nikogo nie było.
Wymyśliłam to sobie ?  Tego mężczyznę , przecież on rozmawiał z Zofią...i.iiii oni tu byli...
- Rose , na prawdę ja nikogo nie widziałam , wbiegłam tu i jedynie co poczułam to głód.
- Mary !! :)
- No coo , głodna jestem i jeszcze się nie pozbierałam. Idę kupić Ci wodę , zaraz wracam.
-Dobrze !!! 
Dlaczego , dlaczego on na mnie nachodzi , czemu tylko ja go widzę , a może to tylko złudzenia ? Ale on rozmawiał z Zofią ,on  jego oczy i ten głos , przecież. Ahhh nie ważne , pewnie mi się to przyśniło. 
- Witaj , Rose 
Spojrzałam na drzwi i myślałam ,że ...ale to nie on . Tym razem do sali wszedł starszy i przy sobie staruszek z wielkim uśmiechem na twarzy.
- Dzień dobry. Odpowiedziałam  trochę zdziwiona , nie wiedziałam co go tak cieszy.
- Rose , myśleliśmy ,że tu z nami jeszcze zostaniesz ,lecz...
- Mogę ? 
- Tak , z każdą minutą robisz się coraz silniejsza co jest świetną wiadomością nawet teraz dostałaś rumieńców na twarzy , lecz trochę nas to niepokoi. Dlaczego tak nagle i to po zawale czujesz się silna , wesoła i na pewno spragniona  wolności  , musimy tylko zrobić jeszcze jedno badanie i będziesz mogła wyjść.
Z szafki wyciągnął jakieś dziwne urządzenie , przyłożył mi do klatki piersiowej.
- Tak , wszystko jest zadziwiająco normalne .
- Normalne ?
- Ohh przepraszam , właściwe , to dobre słowo .
- Jak pan tym urządzeniem zrobił...to ..tak szybko i... 
- Rose , technologia się rozwija , na tym świecie są już takie urządzenia, o których nie mamy pojęcia . Sam w zasadzie nie wiem jak to działa. Ledwo co widzę ,w końcu 17 lat tak jak ty ... nie mam .Naciskam guzik i automatycznie wyskakuje mi zdjęcie twojej klatki piersiowej z  wynikami na dole. 
- Zadziwiające.
- Nieprawdaż ?
Bardzo miło mi się z nim rozmawiało ,ale skoro mogłam już iść , to po co tu siedzę.
- Wiem o czym myślisz Rose , o wolności 
- Możliwe 
- Dobrze , wypiszę Ci receptę ,a ty się pakuj.
Wbiegła , zadyszana i wesoła Mary.
- Mam wodę ! przepraszam ,że tak długo ,ale nagle wszystkim zachciało się pić. 
- Dobrze oto recepta i właśnie pij dużo wody , nie przemęczaj się i co najważniejsze nie biegaj.
- Dobrze panie doktorze. Chciałam się jeszcze czegoś spytać.
- Tak ? słucham.
- Czy prasuje tutaj w szpitalu taki wysoki mężczyzna z ciemnymi oczami i... 
- Will ?
- Takkk ! - krzyknęłam , wiedziałam ,że go sobie nie wymyśliłam ! 
- Tak pracuje tu , ale swoją osobą , postawą nie pomaga zbytnio . Patrz na mnie . Jestem wesoły aby pacjenci również byli weseli , nie bali się ,że przyjdzie jakiś doktor ,który chce pociąć wszystkich na kawałki...
    - Jak na starszego Pana , mówi całkiem młodzieżowo. 
- Staramy się aby każdy pacjent czuł się oswojony. 
- Żeby się nie bał.
- Tak , a Will odwiedził Panią ? 
- Odwiedził ?
- Tak 
- Jak to odwiedził ?
- Will wchodził tu praktycznie cały czas i Cię pilnował.
- Był tu ?
- Tak , dziecko przecież mówię wyraźnie ! Założyłem zęby , czemu cały czas powtarzasz to co mówię ?
- Bo wydawało mi się ,że on...
- Znikł ?
- Tak !
- Will jest ... hmm ... iluzjonistą. 
- Ale on przecież....
- Tak , Rose jest lekarzem ,dlatego go przyjęliśmy ponieważ jeszcze bardziej oswaja ludzi z otoczeniem , jest dość spokojnym człowiekiem ,ale od jakiegoś czasu stał się ponury. Cały czas mówi ,że stracił swoją ' Muzę' Lecz jak go widziałem po wyjściu z twojego pokoju , miał nawet inne oczy i co najdziwniejsze miał uśmiech. 
- Uśmiech?
- Yhyy coś mi  się wydaje ,że on już znalazł swoją Muzę.
- Eeeeeghemmm , przepraszam ...ale ja tu STOJĘ !!! , NIEDALEKO !!
- Mary !! - krzyknęłam , kompletnie o niej zapomniałam.
- Zapomniałaś ,że tu stoję ?! Uhhgg ale przynajmniej też sobie posłuchałam. 
- Dobrze Rose , jak będziesz chciała to przyjdź tu jeszcze raz to dokończymy rozmowę , teraz kieruj się w stronę twojego domu i pamiętaj ...
- Nie biegać .
- Właśnie , dobrze..odpoczywaj Rose.
- Do widzenia.
Doktor wyszedł , minął Mary patrząc się jej prosto w oczy aż zrobił tak śmieszną minę ,że Mary która nie umiała wytrzymać i sama zaczęła pić wodę , zaksztusiła się i od razu zaczęła się śmiać.
       W taki oto sposób minął mi praktycznie cały dzień ! Zaczynając od Urodzin w kinie , kończąc w szpitalu , gdzie dwa razy poczułam te dziwne uczucie , ciekawe urodziny :P. Jest godzina 21.00 nie wiem co jeszcze może mi się zdarzyć ..ale mam nadzieję ,że nic. 
Wyszłam ze szpitala i pojechałam w Zofią i Mary do domu. Jednak wciąż myślę o Willu . Nie umiem zapomnieć , muszę się przespać.